Zalety rezygnacji z kultu „It Girl”

standardowa-treść-treści'>

Termin „ikona stylu” jest gotowy do zbadania: dlaczego czcimy innych na podstawie ich ubioru? Jak głęboko sięgają te fascynacje? A co, jeśli ikony nie są do końca bezbłędne? Po piętach naszych innych cyfrowych mini-wydarzeń poświęconych segmentom naszej zbiorowej psychiki – od kultura chwastów o tym, jak współczesne kobiety myślą i rozmawiają o seksie, o tym, dlaczego wszyscy jesteśmy nim trochę przesyceni — przez cały tydzień ELLE.com będzie odkrywać rozrywkę polegającą na odnajdywaniu się w stylu innej kobiety.

Nie chodziło o to, że nie miałam stylu po dwudziestce, ale o to, że nie miałamdostyl. Podążałam za trendami, składałam się, ale nigdy nie byłam dokładnieżedziewczyna. Nie było żadnej wewnętrznej logiki w tym, jak się ubierałam, żadnej szczególnej jakości ani motywu przewodniego, który czynił coś „tak bardzo mnie”. Tak naprawdę nigdy nie było to źródłem wstydu, ale raczej żalem o niskiej mocy. Posiadanie indywidualnego stylu, jak opanowanie jazdy na rowerze długodystansowym lub szydełkowania, po prostu nie było czymś, co zamierzałem osiągnąć w moim życiu. I to było w porządku.



Prawda jest taka, że ​​nigdy nie czułem się na siłach, aby włożyć wysiłek, jaki sobie wyobrażałemTamta Dziewczynawymagałoby. Tęskniłem za czymś prostym, a jednocześnie szczególnym. Tęskniłem za wyglądem, który komunikowałby cichą pewność siebie i elegancję wyrażaną nie przez żywe upierzenie, ale przez łatwość.

W końcu, około trzydziestki, znalazłem go. Odpowiedź nie leżała w żadnej z tych dziewczyn, których style podziwiałam przez lata – alchemikach, którym zawsze udawało się zamienić białą koszulkę i jasnoróżową szminkę w krawiecki złoto – ale w ich dobrze ubranych chłopakach, mężach, sympatiach , bracia i koledzy. Odkryłem, że moje ikony stylu to kolesie.

Ubieranie się jak facet nie oznacza dosłownego tłumaczenia męskiej garderoby, chociaż jest tego wiele, ale zamiast tego zapożycza się pomysł, że dobrze wyglądać nie musi oznaczać wyróżniania się lub byciażedziewczyna. Zamiast tego może pojawić się w wyniku tego, że zawsze wygląda tak samo. Moja nowa filozofia stylu pozwala mi skoncentrować się na zakupach i bardzo potrzebną ulgę od konkurencyjnych, nie wspominając już o kosztownych aspektach ubierania się. Zawsze wierzyłem w moc ubierania się, ale dopiero gdy zacząłem komunikować się z chłopakami, odkryłem, jak wykorzystać jego energię w sposób, który wydawał się zarówno autentyczny, jak i ekscytujący.

Pod względem logistycznym oznacza to stonowaną paletę zawierającą dużo błękitów, szarości, czerni i okazjonalnych pasków, a wszystko to w prostych krojach. Moja garderoba składa się głównie z guzików i dekoltów w szpic, wąskich spodni, marynarek i botków. Noszę też sukienki, ale takie, które podążają za podobną filozofią: sukienki koszulowe, tuniki z paskami, a także swetry z minimalną falbanką i czystymi dekoltami. Nie przepadam za akcesoriami, czuję się błazeńska w zbyt dużym makijażu i noszę długie i nieskomplikowane włosy, co zarówno równoważy bardziej męski klimat mojej garderoby, jak i uzupełnia go swoją prostotą. I tak, kocham Rag & Bone i A.P.C.

„W platońskim ideale mojego wyglądu osiągam subtelny urok kolegiaty Paula Newmana”.

W platońskim ideale mojego wyglądu osiągam subtelny urok kolegiaty Paula Newmana, przed kudłatego Beatlesa i współczesnego dandysa Benedicta Cumberbatcha w połączeniu z werwą Katharine Hepburn w sztywnym kołnierzyku, tweedowej Diane Keaton czy usprawniona Charlotte Gainsbourg (lub Patti Smith). W sumie jest to wywrotowość trzymana w ryzach przez całkowitą praktyczność; a kiedy równowaga jest odpowiednia, może być też cholernie seksowna.

Jak widać w mnogości dżinsów typu boyfriend, oversize'owych koszul i niezliczonych okazów mody inspirowanej modą męską w ciągu ostatniej dekady, nie jestem pierwszą kobietą, która szuka inspiracji u facetów. Jednym z największych wkładów Coco Chanel w modę była ona decyzja o noszeniu spodni marynarskich zamiast kostiumu kąpielowego jako młoda kobieta we francuskim kurorcie nadmorskim. W ciągu XX wieku moda kobieca nadal absorbowała ten trend: garnitury power z lat 80. wyraźnie odzwierciedlają gusta projektantów takich jak Stella McCartney i Jenna Lyons; scena grunge z lat 90. praktycznie stała się obowiązkowym wyglądem zestawu modeli po pracy.

Rzeczywiście, jest coś z natury feministycznej w zapożyczonej od chłopców estetyce, ale nie można tego sprowadzić do idei zamiany frywolności na pragmatyzm. Ubieranie faceta nigdy nie było moim planem wyjścia z materializmu i próżności świata ubrań, ale raczej sposobem na przyjęcie zarówno osobistego stylu, jak i siebie. Dzięki takiemu podejściu w końcu mogłem doświadczyć tego, co sobie wyobrażamżedziewczyna czuje: magia poruszania się po świecie ubrana dokładnie tak jak ona.

I, dla przypomnienia, jest naprawdę dobrze. Nawet jeśli nikt tego nie zauważy.